Równość wobec prawa

DEMOKRACJA I PAŃSTWO PRAWA

Swoją działalność w sieci w ramach obecnego projektu Iskier1 rozpoczęłam od kilku materiałów na temat sposobów rządzenia, demokracji i państwa prawa. Choć minęło już ponad dwa i pół roku, materiały są ciągle aktualne. Internauci nawet prosili mnie, by je na nowo wyeksponowała, co z przyjemnością uczynię. Dzisiaj publikuję myślę, że bardzo ważny materiał na temat wręcz fundamentalny w demokratycznym państwie prawa: równości wobec prawa.

Jedną z fundamentalnych zasad państwa demokratycznego musi być faktyczna równość wobec prawa

Teoretycznie rzecz ujmujące z godnie z art. 1.  Konstytucji ?Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli?. Zgodnie z artykułem 32. ?1. Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne. 2. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny.?
Jeszcze dwa moje ulubione artykuły ustawy zasadniczej: 7. ? Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa. Art. 37. Kto znajduje się pod władzą Rzeczypospolitej Polskiej, korzysta z wolności i praw zapewnionych w Konstytucji.?

Czytamy to, co chcielibyśmy przeczytać.  Uważam, że już na wstępie materiału, po zacytowaniu Konstytucji udało mi się udowodnić tezę postawioną w tytule , że fundamentem demokracji ? jest równość wobec prawa. Konstytucja gwarantuje równość obywateli, co leży u podstaw państwa demokratycznego.

Przepisy omawianego prawa to ?miód na serce?, ale do tytułu wrzuciłam jeszcze słowo faktyczna. Tu zaczynają się nam problemy. Bardzo słuszne postulaty zawarte w prawie, nie są stosowane w życiu codziennym. Publiczną tajemnicą jest, że w Polsce są równi i równiejsi. A z tym działaniem organów władzy publicznej na podstawie i w granicach prawa, to normalnie śmiech na sali. Odpowiedzialność za wydawane przez funkcjonariuszy publicznych decyzje, wyroki zgodnie z prawem ponosi skarb państwa. Odszkodowania płacone są z podatków, czyli my wszyscy, podatnicy płacimy kary za błędy urzędników, policjantów, prokuratorów, sędziów.

Osoby pracujące  w firmach prywatnych, przedsiębiorcy ponoszą odpowiedzialność za swoje działanie lub zaniechania. Ustawowo na część osób państwo nałożyło obowiązek ubezpieczania się od odpowiedzialności cywilnej w związku z wykonywanym zawodem, np. agenci ubezpieczeniowi, adwokaci, księgowi itd. Mam przekonanie, że w omawianym aspekcie można mówić o nierówności wobec prawa. Kowalski, gdy jest urzędnikiem, policjantem, prokuratorem lub sędzią, to nie płaci odszkodowań z własnej kieszeni za popełnione błędy, ale gdy ten sam Kowalski będzie prowadził działalność gospodarczą, to wtedy odpowiada już za swoje postępowanie. Gdzie tu jest równość? Jaka równość? Ci co pracują w sferze publicznej, którym powinno być wolno mniej, faktycznie są uprzywilejowani w sposób niedopuszczalny. Praktycznie mogą bezkarnie nie dopełniać obowiązków i przekraczać uprawnienia. Niczym szczególnym w Polsce przecież nie jest w praktyce nadużywanie stanowisk publicznych do celów osobistych i swojej grupy. Podczas gdy ludzie władzy robią co im się podoba, zwykli obywatele często są zupełnie bezradni, pozbawieni są niestety często jakichkolwiek praw.

Konstytucja art. 65. 4. ?Minimalną wysokość wynagrodzenia za pracę lub sposób ustalania tej wysokości określa ustawa?. Z brzmienia przepisu nie wynika, że mogą być ludzie, którzy w Polsce pracują bez wynagrodzenia. Tak jednak często bywa. Nie wiadomo dlaczego, prawo konstytucyjne obywatela jest mniej ważne od potrzeb ZUS. Sam fakt podjęcia aktywności zawodowej poprzez własną działalność gospodarczą powoduje konieczność opłaty składki na ZUS. Przedsiębiorcy często muszą oddać ostatnie zarobione pieniądze. A nawet mogą nie zarobić nic, a składkę ZUS zapłacić muszą. Funkcjonariusze publiczni mają w głębokim poważaniu fakt, że człowiek (przedsiębiorca) pracował i nie otrzyma wynagrodzenia, gdy odda pieniądze ZUS lub będzie nawet musiał pożyczyć pieniądze, by zapłacić daninę. Jaka to jest równość wobec prawa ? gdy prawa, potrzeby obywatela są mniej ważne od potrzeb jakiejś instytucji państwowej?

Czy zwykły obywatel jest tak samo traktowany przez urzędników, policjantów, prokuratorów, sędziów itp. jak ważni ludzi w środowisku lokalnym lub funkcjonariusze instytucji państwowych?
Czy nie jest tak, że w Polskiej rzeczywistości dobrze mają się różnego rodzaju układy i układziki?

Wszyscy spełniający kryteria naboru na określone stanowisko w instytucji państwowej mają takie same szanse na etat? Kompetencje, doświadczenie, przydatność do wykonywania pracy są głównymi czynnikami do zatrudnienia w instytucjach państwowych? Czy Wy lub wasze dzieci, czy wasze wnuki zostaną zatrudnieni, bo są bardziej przydatni niż, np. ubiegający się o etat syn wójta, burmistrza, sędziego, czy komendanta policji? Czy członkowie rządzących partii nie są preferowani przy obsadzaniu różnych stanowisk? Publiczną tajemnicą jest, że w znacznej większości w instytucjach państwowych zatrudnia się swoich, zaś zwykłym obywatelom pozostaje emigracja. Czy to jest równe traktowanie, czy to jest demokracja?

Liczne badania wskazują, że w Polsce mamy bardzo niski potencjał społeczny.
Czyli tylko niewielka liczba obywateli interesuje się życiem społeczno ? politycznym. Bardzo mało osób bierze aktywny udział w życiu społeczno ? politycznym. Te same badania mówią, że Polacy są w życiu prywatnym bardzo zaradni. Ostatnio OECD poinformowało, że według ich danych, polska administracja jest bardzo źle zarządzana, jednocześnie ta sama organizacja uznała, iż polscy przedsiębiorcy wyróżniają się na tle swoich kolegów z innych krajów. Czyli wniosek nasuwa się prosty. W strukturach państwa, trzeba by systematycznie zastępować ludzi, którzy nie potrafią zarządzać, sprawdzonymi ludźmi, którzy zdobyli doświadczenie w  biznesie. Proste i logiczne. Przed chwilą omawiałam sposób zatrudniania w instytucjach państwowych. Wiemy, że znaczna część kadry kierowniczej w różnego rodzaju urzędach, to ludzie z nadania partyjnego lub powiązani w inny sposób z władzą. Czyli żeby ich wymienić, trzeba by wymienić również rządzących. W zasadzie trzeba zacząć od rządzących. Tu doszliśmy do kolejnej olbrzymiej nierówność w życiu społeczno ? politycznym. Tak rządzącym ?zależy? na aktywizacji zwykłych obywateli, że partie reprezentowane w Sejmie uchwaliły sobie ustawę przyznającą im dotacje z budżetu. Czy równe szanse w wyścigu o mandat radnego, posła, senatora będą mieli bezpartyjny Malinowski, przedstawiciel pozaparlamentarnej partii i przedstawiciel partii reprezentowanej w parlamencie? Czy kompetentna, ale niestety słabo zarabiająca, źle ubrana pani może być konkurentką dla elegancko ubranej, korzystającej z rad speców od marketingu politycznego swojej koleżanki, która już piastuje  jakiś mandat,  np. posła? Jaka demokracja, jaka równość wobec prawa, gdy prawo nadaje przywileje?

Poprzyznawali sobie pensje w samorządach, parlamencie i innych instytucja państwowych, które są często po kilka razy wyższe od wartości wykonywanej pracy i płac na rynku. Służbowe telefony, samochody i inne przywileje. Podatniku płać, płacz i milcz. Jaka równość, jaka demokracja?

Uważam, że z przeprowadzonej analizy wynika jednoznacznie, iż w Polsce równość jest jedynie na papierze. Faktycznie w bardzo różny sposób obywatele są różnicowani, są równi i równiejsi. Najwięcej korzyści z tego patologicznego stanu rzeczy czerpią ludzie powiązani w różny sposób z władzą, dość szeroko pojętą ? czyli rządową i samorządową.

Zapraszamy do przenoszenia ognia i dmuchania

Uważam, że dla dobra nas wszystkich, dla dobra Polski ? najwyższy jest czas ku temu, by ten jakże patologiczny stan zacząć zmieniać. Tylko aktywność znacznej części świadomych obywateli jest w stanie rozpocząć przemiany. Nikt, niczego za nas nie załatwi. Szukajmy wśród siebie ludzi, którym można zaufać, organizujmy się.  Dość tego procederu z równymi i równiejszymi. Mamy przecież wszyscy równe prawa do godnego życia w naszym pięknym kraju.

Barbara Berecka